mblog.pl
2010-03-08

Na początku z okazji naszego święta wszystkim kobietom życzę, aby każdy dzień w roku był dla nas takim Dniem Kobiet :)

 


Wczorajszy obiad u kobiety, którą powinnam nazywać babcią dał mi jak zawsze wkość i zostałam skutecznie wyprowadzona z równowagi, na tyle, że trzyma mnie to do dziś. Tak więc ogólnie dzień z lekka do dupy. Pomijam te przyjemne momenty, jak życzenia, kwiaty i sms-y, bo niewątpliwie wtedy uśmiech na twarzy się pojawiał, ale zasypiałam (jakby nie patrzeć - dziś) ze łzami w oczach. Nie czas na łzy. Ten film wywołuje tyle wspomnień... Pierwszy raz oglądałam go ponad rok temu leżąc na kolanach Pewnej Osoby czule przez Nią gładzona po policzku. I choć płeć nie miała (i jakby nie patrzeć nadal nie ma) dla mnie żadnego znaczenia, to dziś w nocy dotarło do mnie jak wielki tak naprawdę koszmar Ta Osoba musiała przejść, więc cholernie się cieszę, że mimo wszystko okazało się to tylko chwilową 'chorobą' lub też 'objawem' czy 'skutkiem innej choroby.
Wstając rano pół przytomna z króliczymi oczami dowiedziałam się, że parę osób z roku niestety nie zaliczyło warunku i nadszedł czas rozstania. Cholernie zzyłam się z każdą z tych osób i nie potrafię się teraz pożegnać (choć tak naprawdę jak przyjdzie co do czego okaże się to łatwiejsze niż wydaje mi się to teraz. Tak już mam, bo ludzi zawsze pod dostatkiem, niestety;/).

Wracając do domu słońce wyszło z pełnym impetem zza chmur. Nie przeszkadzało mi nawet, że promienie malują na mojej bladej twarzy dwa czerwone rumieńce i uśmiechałam sie do szyby z zamkniętymi oczami xD Smutki się rozeszły, a ja sobie zaczęłam powtarzać, że przeciez obiecałam sobie myśleć optymistycznie, więc...

"Myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć!
Zazieleni się, urośnie kilka drzew
" :)

2010-03-04

Boże! Słyszysz to i nie grzmisz?! 


 Ostatnio sporo się dzieje. I to pod każdym względem. Cholernie męczą mnie ludzie. Nie chce mi się z nikim rozmawiać (nawet z tymi najbliższymi jak K., H., S., czy totalnie przeze mnie porzucona A.) i to bez żadnego powodu. Nie mam jakiegoś doła (chociaż zima się skończyła, wiosny nie ma a tej pluchy za oknem nienawidze, jak chyba niczego na świecie! Wrr!), bo ogólnie sprawy układają się pomyślnie, jedynie brak pieniędzy doskwiera, a co za tym idzie BRAK PRACY! Ale fakt, że rozmaiwać nie mam ochoty nie znaczy, że mam zamiar odizolować się od świata [znowu], więc aby z góry zacząć zapobiegać dawnym rytuałom uległam namowom P., M. i R. i udałam się na studenckie połowinki. Kurcze, nie żałuję! Już wysiadając pod blokiem z auta (bo obecność na before u I. była obowiązkowa) pokazałam swoją ułomną zdolność potykania się o własne nogi, co wprawiło wszystkich w świetny nastrój xD Transparent na ścianie, serpentyny i zdjęcia z tej 1,5 rocznej przygody zwanej studiami urzekły wszystkich! Śmiechu było co nie miara xD A sopocki pub/klub świecił pustkami, więc czuliśmy się jak na imprezie zamkniętej, tyle że wjazd był za free^^. Jesli chodzi o taniec to oczywiście nasz geologiczny Dancing King był oczywiście nie do pobicia, ale dzięki umiejętnemu prowadzeniu pana R. przy piosence brother Louie (tak tak, mówię o Modern Talking xD) wymiataliśmy na parkiecie jak nikt nigdy! xD Jednym słowem wybawiłam się tak, jak chyba ostatnio na studniówce! A jeśli o tej mowa to idę oglądać ja w wydaniu mojego brata i jego kolegów :)

1,5 roku licencjatu za mną... Czuję się staro!!!

2010-02-15

Tydzień wolnego szumnie nazywanego feriami zakończył się walentynkowym wypadem do kina na Avatar z... mamą xD Upierałam się przy Kołysance, ale kobieta uparła się bardziej ode mnie xD No i argument "ja stawiam" był przeze mnie nie do przebicia :P Ale nie żałuję, że uległam, bo mi się podobało :)

 

Dziś jest najs dej z kilku powodów xD

Un: pierwszy dzien na uczelni z nowym planem wszystkich, ale to wszystkich wypełnił - jak nazwał to A. - radością życia! W końcu co to jest 1,5h ćwiczeń? xD

Deux: wysłałam dziś cv - narazie w jedno miejsce, bo na nim najbardziej mi zależy. Zobaczymy czy się odezwą (nadzieja matką głupich, wiem ;P)

Trois: zapiełam się w spódnicę o rozmiarze 40! Ba! Mam jeszcze całkiem sporo luzu ;D Nie ukrywam, że to cieszy mnie najbardziej xD (Tłusty Czwartek bez pączków na pewno miał w tym swój udział :D)

Quatre: nad wszystko kocham kolor zielony (co chyba widać xD) i uwielbiam jabłka (szczególnie te zielone ;)),więc kupiłam piękny haendemowski wisior-otwierane-zielone-jabłuszko za ostatni grosz w portfelu xD Ale nie mogłam się powstrzymać! Odwieszałam go kilka razy, ale on tak głośno płakał i wołał mnie po imieniu, że nie mogłam go zostawić samego... (Każde tłumaczenie jest dobre xD) Teraz będzie towarzyszył mi wszędzie, bo ma za zadanie przynosić szczęście. O! Szczegół, że tym samym pozbawiłam się pieniędzy na obejrzenie Depp'a w kinie ;( Coś chyba się popieprzyło z moimi priorytetami xD

Cinq: Zostałam postawiona za wzór zaliczenia... uwaga, uwaga... FIZYKI! xDDD Nie macie pojęcia jak długo nie mogłam przestać się śmiać xD Pozwolę sobie na nie pisanie ile nerwów, bólu i ogólnie zdrowia mnie ten przedmiot kosztował rok temu. Ale co było nie wróci, więc skończyło się na pożyczeniu nieudolnie zapisywanych notatek xD